Martyna – wojowniczka

15 marca 2013 roku  komentarzy  -  skomentuj

„Z największej rozpaczy można uczynić niezwyciężoną nadzieję” – to zdanie wybrała na hasło przewodnie swojego bloga Martyna Zięba. Dwudziestojednolatka w sierpniu dowiedziała się, że ma raka. Dziś rozpoczyna czwartą sesję chemioterapii, zakłada blog i pisze: „Nie poddawajcie się, nie ma rzeczy niemożliwych, człowiek jest w stanie znieść wszystko. Do boju wojownicy!”.

Zaczęło się w czerwcu ubiegłego roku, kiedy standardowe badania krwi wykazały, że OB Martyny Zięby, mieszkanki Nowego Dworu Maz., jest prawie dwukrotnie wyższe niż wynosi norma. Potem był lipiec i ciągłe drobne przeziębienia, biały nalot na języku, nasilające się napady lękowe: Martyna jest przekonana, że cierpi na jakąś poważną chorobę.  Diagnoza psychiatry - zespół zaburzeń nerwicowo-lękowych o podłożu hipochondrycznym. W sierpniu jest coraz gorzej. Suchy, duszący kaszel, zadyszka nawet po krótkim spacerze, ucisk w klatce piersiowej, ból podczas oddychania. EKG nic nie wykazuje, natomiast rentgen tak. Prześwietlenie ujawnia dziewięciocentymetrowego guza, oplatającego lewe płuco.
Co wtedy pomyślałam? Chyba to, co wszyscy dowiadujący się o swojej chorobie. Czemu ja? Czemu z puli numerków zostałam wylosowana właśnie ja? Co zrobiłam źle? Czy to kara? Potem płakałam ze strachu.
Pulmonolog, do którego Martyna trafia we wrześniu, nie dowierza zdjęciu, bo rak płuc w jej wieku (20 lat) nie zdarza się często.  Tomograf klatki piersiowej potwierdza jednak obecność guza o niezidentyfikowanym charakterze. Jeszcze w tym samym miesiącu inny profesor pobiera wycinek guza. Na wynik badania histopatologicznego trzeba czekać pięć tygodni. Kolejne badania dają dokładną diagnozę. To pierwotny chłoniak śródpiersia. Jeszcze w listopadzie Martyna dostaje pierwszą dawkę chemii.
Wychodzę do domu nieświadoma całkowicie jak chemia może wpłynąć na człowieka. Wiedziałam, że wypadną mi włosy, że będę osłabiona, że mogę wymiotować.
Ale ja spędzam 1,5 tygodnia, leżąc w łóżku z potwornym bólem głowy, szyi, zębów, kręgosłupa.
Po dwóch tygodniach zaczynają jej wypadać włosy. Wpadające wszędzie kosmyki są na tyle irytujące, że Martyna postanawia je zgolić. Za maszynkę chwyta jej chłopak Patryk. Pierwsze spojrzenie w lustro przynosi rozpacz, która jest jednak tylko chwilowa. Chustka na głowie i rada przyjaciela - „Jakby cię kto pytał, to powiedz, że skinheadem zostałaś” - pomagają. Teraz Martyna z dumą wrzucą swoją fotografię z łysą głową na facebooka. Chce w ten sposób zachęcić innych chorych do tego, żeby przestali się wstydzić. Jej zdjęcie udostępnia kilkadziesiąt osób. Wielu komentuje, okazuje podziw dla jej postawy i życzy szczęścia.
17 grudnia Martyna trafia na oddział intensywnej opieki hematologicznej, gdzie przyjmuje następne dawki chemii. Kolejne sesje wiążą się z trzytygodniowym pobytem w szpitalu i odcięciem od bliskich. Oddział jest bowiem całkowicie zamkniętym, ponieważ osoby chorujące na nowotwory krwi łatwo łapią wszelkie infekcje.
Moja chemia trwa 5 dni, przed chemią zawsze dostaję lek o nazwie Mabthera- cholernie zbija leukocyty. 1 dzień chemii - metotreksat wlew 24 godziny, czyli chemia żółta. Znienawidzona przeze mnie okrutnie, przepala mi przełyk, robi burdel w śluzówkach.
W ubiegłym tygodniu Martyna zaczyna czwartą chemię. Zakłada też blog (www.against-lymphoma.blogspot.com), na którym opisuje swoją historię. Pierwszy wpis opowiada o tym, jak zaczęła się  choroba. Kolejny „Drinkowanie czas zacząć” o chemioterapii. Związki chemiczne walczą z guzem, a Martyna pisze o skutkach ubocznych: wypalonych śluzówkach, pieczeniu różnych części ciała, wilczym głodzie, silnym bólu głowy i zębów. I co najważniejsze, nie poddaje się.
I pewnie, że mogłabym zrezygnować, powiedzieć: a fe! tego nie będę więcej brać! Ale wiem, że chłoniaczek zwija się w tym momencie z bólu, niech go boli, jeżeli TO może czuć ból, to ja będę cierpieć razem z nim. Kochany chłoniaczku, nawet nie wiesz ile rakiet na Ciebie jeszcze czeka. Cały arsenał szykuję na Ciebie, bośmy się nie polubili jakoś, pamiętasz? Jeśli nie pamiętasz, to popamiętasz. Kropla po kropli żółty kiler spływa do moich żył. Chcę Cię zabić powoli, chcę żebyś cierpiał przez każdą kropelkę.
- Blog zdecydowałam się założyć, ponieważ potwornie drażniła mnie niska świadomość i brak podstawowej wiedzy na temat nowotworów wśród społeczności. Media kreują bardzo smutną postać chorego - szarą istotę, czekającą na śmierć. Ludzie, przechodząc obok, często patrzą na mnie z politowaniem, na okalającą moją głowę chustkę - z przykrością. Czy gdybym zdjęła chustkę, zdegradowałoby mnie to jeszcze niżej? Kim wówczas bym była? Nieczłowiekiem? Ja się buntuję przeciw temu! Będę zadzierać tę głowę tak wysoko, jak się da, nie będę się kulić przed spojrzeniami, bo jestem prawdziwym wojownikiem - wojownikiem życia. Moją główną motywacją jest uświadomienie ludzi, że nowotwór nie jest wyrokiem i da się przejść przez niego lekko i z podniesioną przyłbicą - podkreśla Martyna Zięba, dodając - Nie ma większej wartości od życia. Ja kocham życie i nie oddam go za nic byle chorobie, a na pewno - nie bez walki, czego życzę wszystkim innym wojownikom.

Liliana Lewandowska

Wyróżnione w tekście fragmenty pochodzą z bloga Martyny: www.against-lymphoma.blogspot.com

Skomentuj
Komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

komentarzy