Zbrodnia, która nigdy miała nie wyjść na jaw

12 października 2015 roku  komentarzy  -  skomentuj

Cmentarz w Palmirach obok Katynia stanowi najbardziej znany symbol męczeństwa Polaków w czasie II wojny światowej. Zostało na nim pochowanych ponad 2 tys. ofiar niemieckich zbrodni.

Historia tego miejsca rozpoczęła się jeszcze w dwudziestoleciu międzywojennym. Wówczas to w rejonie wsi Pociecha, Wojsko Polskie umiejscowiło Wojskową Centralną Składnicę Amunicji. Prowadziła do niej brukowa droga, z której obecnie już pokrytej asfaltem, wciąż korzystamy oraz linia kolejowa prowadząca z Dworca Gdańskiego (obecnie nie istniejąca). Cały las został ogrodzony i pocięty szesnastoma bocznicami kolejki wąskotorowej, służącej do transportu amunicji. Wzdłuż torów umieszczonych było kilkaset magazynów amunicyjnych. Do dziś w lesie można zobaczyć nasypy kolejowe, pozostałości po bramach wjazdowych czy fundamenty magazynów. To właśnie na tym terenie Niemcy dokonali jednej z największych zbrodni na narodzie polskim. Magazyny ukryte pośród niedostępnego lasu, dodatkowo już ogrodzone, przez co odcięte od miejscowej ludności stanowiły dla Niemców doskonałe miejsce dla zamaskowania ich zbrodniczej działalności. Dokonali oni wcześniej wycinki drzew tworząc dużą polanę. Pierwsze egzekucje na palmirskiej „polanie śmierci” odbyły się 7 i 8 grudnia 1939 r. Rozstrzelano wówczas od 70 do 80 osób. W kolejnej egzekucji 14 grudnia zginęło 46 osób. Do końca roku zamordowano na palmirskiej polanie kolejnych 70 osób. Egzekucje zazwyczaj odbywały się według podobnego schematu. Więźniowie rano byli wyprowadzani z warszawskich więzień, najczęściej Pawiaka i ładowani na ciężarówki. Aby nie wzbudzić podejrzeń aresztowanych i nie narazić się na próbę oporu Niemcy pozwalali im zabrać ze sobą rzeczy osobiste i wydawali im prowiant na drogę. Z czasem Palmiry stały się znanym miejscem wśród więźniów i dla nikogo nie było tajemnicą co oznaczają poranne transporty do lasu. Po wojnie przy jednych z ekshumowanych zwłok znaleziono karteczkę, na której było napisane następujące słowa: ”imię, nazwisko, rozstrzelany w Palmirach”. Wszystkie egzekucje na Palmirach przygotowane były przez Sicherheitspolizei (Policję Bezpieczeństwa). Kilka dni przed każdą z nich przygotowywano w lesie zbiorowe mogiły głębokości 2,5-3 m i długości do 30 m. Kopaniem tych dołów zajmowały się najczęściej oddział Arbeitsdienstu. (Służby Pracy) stacjonujący w pobliskiej wsi Łomna, bądź młodzież z Hitlerjugend. Gajowy z Palmir, Adam Herbański po zakończeniu wojny opowiadał, że widział w czerwcu 1940 roku młodych ludzi ubranych w mundury w kolorze khaki, z czerwonymi opaskami ze swastyką na ramieniu, jak kopali bardzo głębokie doły. Początek roku 1940 oznaczał kolejne rozstrzelania. Miały one związek z dekonspiracją jednej z organizacji podziemnych. W wyniku szeroko zakrojonego dochodzenia, w Warszawie aresztowano kilkaset osób, z których ponad 200 w kilku kolejnych egzekucjach rozstrzelano w Palmirach. W tym czasie zginęło tam również 40 mieszkańców Zakroczymia, w tym prawdopodobnie burmistrz Tadeusz Henzlich. 26 lutego rozstrzelano 190 mieszkańców Legionowa i okolic w odwecie za zabójstwo przez nieznanych sprawców niemieckiego burmistrza tego miasta. W kwietniu doszło do kolejnych masowych morderstw, gdzie w odwecie za zabójstwa niemieckich żołnierzy rozstrzelano 134 więźniów Pawiaka. Do największej i najgłośniejszej zbrodni doszło natomiast 20 i 21 czerwca, kiedy to trzema transportami przywieziono 358 więźniów Pawiaka. Została ona przeprowadzona w ramach, trwającej od maja do lipca 1940 r. ßerordentliche Befriedungsaktion (Akcji AB, Nadzwyczajnej Akcji Pacyfikacyjnej), planowej operacji mającej na celu wyniszczenie polskiej inteligencji. W ciągu tych dwóch dni w Palmirach stracili życie m.in. marszałek sejmu w latach 1922-1928 Maciej Rataj, złoty medalista z olimpiady w Los Angeles w 1932 r. w biegu na 10 km, Janusz Kusociński oraz posłowie Mieczysław Niedziałkowski, Halina Jaroszewiczowa i Henryk Brun. Zginęło również wielu innych przedstawicieli przedwojennej inteligencji i administracji państwowej. W przeddzień egzekucji Mieczysław Niedziałkowski, jeszcze nieświadomy swojego losu, pisał do żony: „Jedziemy dopiero jutro o świcie, ale noc spędzam na siedząco. Nie zginę. Maciej Rataj jedzie ze mną, teraz wypadnie mi zdać prawdziwy egzamin”. Zakończenie „Akcji AB” nie oznaczało jednak końca niechlubnej kariery palmirskiej polany. Egzekucje trwały na jej terenie do lipca 1941 r. Niemcy zaniechali ostatecznie rozstrzeliwań w tym miejscu, gdyż Palmiry przestały być już tajemnicą. Nazwa miejsca kaźni pojawiała się w prasie konspiracyjnej, była również doskonale znana więźniom Pawiaka. Usilne próby Niemców, żeby zachować to miejsce w tajemnicy nie powiodły się. Na nic się zdało sadzenie młodych sosen na zbiorowych mogiłach, maskowanie ich mchem i igliwiem oraz wystawianie stałych patroli. Miejscowa ludność, a szczególnie leśnicy nie raz byli świadkiem egzekucji.

- Jeden to był chyba oficer. On stał na boku i słychać było jak odliczał, potem padał strzał. Strzelało dwóch do jednego. Niemcy nie patrzyli czy jest żywy, czy nie - mówił w czasie powojennego reportażu na miejscu zbrodni gajowy Adam Herbański. - Człowiek wpadał do dołu, zasypywali, udeptywali ziemię. To był dół zamaskowany, jak zaszedłem tam, to nie wiem, czy mnie złudzenie, czy mnie strach przejął, bo zdawało mi się, że ta ziemia się ruszała - dodał.

- Znalazłem się tam w momencie, gdy nadjechały samochody. Z szosy słychać było straszny krzyk. Niemcy odprowadzali ludzi pod dół, tam ustawiali do egzekucji. Widziałem to z odległości niecałych 200 metrów – wspominał inny uczestnik tego reportażu.

Następnej nocy, narażając własne życie, leśnicy oznaczali miejsca zbrodni, za pomocą nacięć na drzewach, czy wbitych w pnie łusek. Po wojnie dzięki tym znakom zdołano odnaleźć większość mogił i możliwe było rozpoczęcie ekshumacji. Zaczęły się one w listopadzie 1945 r. i z przerwami trwały do czerwca 1946 r. Były prowadzone przez personel Polskiego Czerwonego Krzyża w wyjątkowo ciężkich warunkach

- Jeden dzień był szczególnie ciężki. Odkryto wtedy olbrzymią mogiłę, było w niej może ze 200 zwłok. To byłoby nie do wytrzymania, ale czułyśmy, że robimy to dla tych biednych zabitych ludzi – opowiadała jedna z pracownic PCK.

W 1948 r. na terenie palmirskiej „polany śmierci” utworzono cmentarz mauzoleum, na którym pochowano 1793 osoby znalezione w Palmirach oraz 411 osób przewiezionych z innym miejsc egzekucji położonych w okolicach Warszawy. Przy wejściu na cmentarz umieszczona jest tablica z napisem, pierwotnie wyrytym na ścianie celi przy al. Szucha w Warszawie, dawnej siedzibie Gestapo: „Łatwo jest mówić o Polsce, trudniej dla niej pracować, jeszcze trudniej umrzeć, a najtrudniej cierpieć”. Odwiedzając cmentarz w Palmirach warto zwrócić uwagę na trzy górujące nad nim krzyże. Na tablicy informacyjnej przeczytamy, że mają one zmienione proporcje. Ich dłuższe ramiona mają symbolizować rozłożone ręce rozstrzeliwanego człowieka. Jest to natomiast zupełna nieprawda i każdy, kto na nie spojrzy, sam się przekona. Krzyże o takiej charakterystyce faktycznie istnieją, jednak nie znajdują się na cmentarzu, lecz w lesie, w miejscach odnalezienia zbiorowych mogił.

 

Skomentuj
Komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

komentarzy