Chce obejść kraj dookoła

13 lipca 2015 roku  komentarzy  -  skomentuj

Karol Grubecki, 22-letni mieszkaniec Nasielska, wyruszył w podróż. Chce przejść pieszo całą Polskę zaliczając po drodze cztery krańce Polski.

Pierwszą rozmowę z Karolem przeprowadziliśmy kilka godzin po wyruszeniu z Nasielska. Obrał kierunek na wschód, w stronę Pułtuska.

Czym się zajmujesz na co dzień? Czy ta wyprawa nie koliduje z twoim życiem zawodowym?

Obecnie niczym konkretnym się nie zajmuję. Studiowałem dwa lata dziennikarstwo w Warszawie, jednak w pewnym momencie stwierdziłem, że to nie jest to, co chciałbym robić i wróciłem do Nasielska. Tutaj byłem na półrocznym stażu w Domu Opieki Społecznej. Odłożyłem trochę pieniędzy i stwierdziłem, że zanim rozpocznę poszukiwania pracy ruszę w moją wymarzoną podróż. Pomyślałem, że jeżeli teraz nie pójdę, to już taka okazja może się więcej nie przytrafić, gdyż będą mi przeszkadzać obowiązki zawodowe.

Jak powstał pomysł tej wyprawy? Czy podejmowałeś wcześniej podobne wyzywania?

Idea pojawiła się nagle, chciałem po prostu przeżyć coś niezwykłego. Do tej pory aktywnie spędzałem czas, bardzo dużo chodziłem i jeździłem na rowerze, nieraz nawet po 100 km dziennie. Byłem dwukrotnie na pieszej pielgrzymce z Płocka na Jasną Górę, ale czegoś podobnego do obecnej wyprawy jeszcze nie próbowałem.

Jaką wyznaczyłeś sobie trasę i cel do przejścia?

Nie planuję jakiejś konkretnej trasy. Postanowiłem, że wyznaczę sobie ogólne kierunki, a tak to każdego dnia rana usiądę przy mapie i wyznaczę kolejny punkt. Moim podstawowym celem jest zaliczenie czterech najbardziej wysuniętych w cztery strony świata punktów kraju. Na początku ruszam na wschód, później skieruję się na północ, a następnie dalej. Łącznie szacuję, że mam do przejścia około 3 tys. km. Zajmie mi to zapewne kilka miesięcy, bo każdego dnia planuję przejść po ok. 30 km i zwiedzać najpiękniejsze miejsca.

Gdzie będziesz nocował?

Pierwszą noc spędzę w namiocie, a później zobaczymy. Liczę na to, że znajdę pomoc u mieszkańców, bądź w różnych instytucjach.

Wierzę w to, że ludzie są z natury dobrzy. Taki jest między innymi cel mojej wyprawy, nie tylko marsz i zwiedzenie kraju, ale również poznanie ludzi

Mam namiot więc mogę się rozbić w zasadzie wszędzie, a w razie potrzeby zawsze skorzystać z kempingów. W dobie „plastikowego pieniądza” nic już niemal nie jest problemem.

Co zabrałeś do plecaka?

Na stałe niosę plecak o wadze około 14 kg. Mam tam kilka konserw, jakieś pieczywo, namiot, ubrania i podstawowe przedmioty, które będą mi potrzebne. Nie jest jeszcze tak ciężko, ale to dopiero początek marszu więc jestem wypoczęty i wyspany. Zobaczymy jak będzie później.

Czy nie obawiasz się samotności?

To jest samotna wyprawa, ale właśnie taka miała być. Ciężko kogokolwiek namówić na tak ekstremalny wysiłek. Poza tym samotne przejście ma trochę inny charakter. Nie będzie to wyprawa jedynie w głąb kraju, ale również w głąb siebie. Poza tym nie uważam, że będę w jej czasie jakoś wybitnie samotny. Liczę, że po drodze spotkam masę życzliwych ludzi, którzy sprawią, że samotność nie będzie mi doskwierać.

Po tygodniu marszu Karol dotarł do Ciechanowca - ok. 125 km od Nasielska.

- Na początku był mały kryzys, pojawiły się pierwsze bąble na stopach. Z każdym dniem idzie się jednak coraz lepiej. Pierwszego dnia przeszedłem około 20 km, po tygodniu przemierzam już średnio 25 km dziennie. Myślę, że niedługo będę utrzymywał stałe tempo 30 km dziennie. Ludzie są dla mnie bardzo życzliwi, jak proszę o wodę, albo o wskazanie drogi, to wszyscy chętnie mi pomagają, dopytując się skąd i dokąd idę. Jest to bardzo miłe - mówi Karol.

Po miesiącu marszu Karol zaliczył już najdalej wysunięte na północ i zachód krańce Polski. Tempo marszu jest imponujące.

- Tak gnam, że etap morski przebyłem w dwa tygodnie, no ale – góry wzywają – poinformował nas ostatnio Karol.

Skomentuj
Komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

komentarzy