Kamień Orlika przypomina o bohaterze

13 lipca 2015 roku  komentarzy  -  skomentuj

Przemierzając puszczańskie szlaki, nieopodal cmentarza w Palmirach, natkniemy się na Kamień Orlika, pomnik upamiętniający jeden z ciekawszych epizodów kampanii wrześniowej na naszym terenie.

We wrześniu 1939 r. po przegranej bitwie nad Bzurą przez Puszczę Kampinoską przedzierały się w stronę Warszawy i Modlina rozbite polskie oddziały, ścigane przez niemieckie czołgi i lotnictwo. Drogę niedobitkom z Armii „Poznań” i „Pomorze” torowała Grupa Operacyjna Kawalerii dowodzona przez gen. Romana Abrahama. W jej straży przedniej znajdowały się resztki szwadronu czołgów rozpoznawczych 71 dywizjonu pancernego Wielkopolskiej Brygady Kawalerii, łącznie trzy tankietki, dwie TK-3 wyposażone w karabiny maszynowe i jedna TKS z 20mm działkiem automatycznym. Ta ostatnia dowodzona przez plutonowego podchorążego Romana Edmunda Orlika, jego kierowcą był kapral Bronisław Zakrzewski.

Popołudniu 18 września do odpoczywającego na leśnej przesiece oddziału podjechał dowódca zgrupowania gen. Abraham. – Bierz Pan swoje maszyny i jedź do przodu. Wałęsają się tu jakieś czołgi niemieckie, polowania na moich ułanów urządzają. Trzeba je jakoś uciszyć – generał wydał rozkazy. Orlikowi nie trzeba było dwa razy powtarzać, zebrał swoich podwładnych wsiadł do maszyny i ruszył. Poruszał się leśnym szlakiem, do dziś na mapach oznaczonym jako Graniczna Droga, jadąc od Janówka w stronę Truskawia. Obecnie przez większy odcinek tej drogi prowadzi czarny szlak turystyczny. Na pierwszym skrzyżowaniu leśnych dróg spostrzegł ślady gąsienic, natychmiast zatrzymał wszystkie pojazdy, zaś sam udał się, aby sprawdzić ślady. Były świeże, w powietrzu unosił się jeszcze zapach spalin. Oznaczało to, że patrol przeciwnika musiał niedawno tędy przejeżdżać. Wkrótce z oddali dał się słyszeć odgłos silników, niemieckie czołgi wracały tą samą drogą.

Orlik wrócił biegiem do swojego oddziału i nakazał wycofanie o kilkadziesiąt metrów i zamaskowanie nieprzydatnych w walce z opancerzonym przeciwnikiem tankietek TK-3. Postanowił sam stoczyć walkę z nieprzyjacielem. Rozkazał kierowcy wjechać na niewielką wydmę gęsto porośniętą jałowcami, oddaloną o około 100 metrów od skrzyżowania. Jego pojazd stał się dla przeciwnika niemal niewidoczny.

Po chwili na skrzyżowaniu pojawiła się pierwsza sylwetka niemieckiego czołgu, Orlik spokojnie wycelował i nacisnął spust, na pancerzu pojawił się ledwo dostrzegalny błysk i pojazd się zatrzymał, załoga pośpiesznie opuściła zniszczony czołg. Po chwili wyłonił się kolejny znacznie większy niemiecki pojazd. Plutonowy ponownie otworzył ogień jednak pociski odbiły się od grubego pancerza przeciwnika, ten skręcił w prawo i schował się za zniszczonym czołgiem. Po chwili wyłonił się jednak i w tym momencie został skutecznie trafiony, pocisk prawdopodobnie uderzył w komorę amunicyjną, gdyż z czołgu natychmiast buchnęły płomienie i kłęby czarnego dymu. Ostatni z przeciwników, zupełnie zdezorientowany, postanowił uciec i z pełną prędkością strzelając na oślep ominął zniszczone pojazdy. Niewiele brakowało, a ucieczka by się powiodła, jednak w ostatniej chwili Orlik zmienił pozycję strzelecką i serią z karabinu unieruchomił ostatnią maszynę. Walka była skończona. W zasadzce zginął, ciężko poparzony dowódca niemieckiego patrolu, książę Wiktor IV von Ratibor najstarszy syn księcia raciborskiego, udało się go rozpoznać tylko dzięki odnalezionej przy nim legitymacji myśliwskiej. Wzięto również do niewoli dwóch niemieckich pancerniaków.

Następnego dnia w bitwie pod Sierakowem Orlik zniszczył kolejnych siedem niemieckich czołgów. Szlak bojowy Orlika i jego TKS-a kończy się w Warszawie, gdzie po kapitulacji tankietka została przejęta przez Niemców.

W zasadzce pod Pociechą zostały zniszczone trzy niemieckie czołgi z 11 Pułku Pancernego 1 Dywizji Lekkiej. Dwa z nich to lekkie ważące 10,5 tony, wyposażone w działo 37 mm, Pz. 35t produkcji czeskiej, przejęte przez Niemców po aneksji Czechosłowacji, natomiast pojazd księcia raciborskiego to znacznie większy, niemal 18 tonowy Pz. IV wz. B. z krótka armatą 75 mm.

Na kamieniu upamiętniającym to wydarzenie widnieje napis: W tym miejscu doszło do zwycięskiego pojedynku polskiej tankietki TKS-20 z 71 Dyonu P.WLK.BK dowodzonej przez plut. pchr. Edmunda Orlika z niemieckim PKW III z 11 P.Panc. 1 DLek. dowodzonym przez por. księcia von V.Ratibor. Pojazd dowódcy patrolu został, błędnie rozpoznany, gdyż 11 Pułk Pancerny nie posiadał w swoim składzie czołgów tego typu.

Plutonowy Edmund Orlik jest uznawany za jednego z najlepszych polskich pancerniaków, na jego konto zalicza się aż 13 zniszczonych niemieckich czołgów. O skuteczności polskich tankietek TKS świadczą słowa niemieckiego oficer wziętego do niewoli, który chwaląc prędkość i zwrotność polskiej maszyny stwierdził, że takiego małego karalucha bardzo trudno jest trafić z działka.

Skomentuj
Komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

komentarzy