Woli namioty od hoteli

5 listopada 2014 roku  komentarzy  -  skomentuj

Wojaże Michała Chojnackiego, mieszkańca Pomiechówka, są spontaniczne. Wraz z żoną pakują namiot do samochodu i wyruszają tam gdzie ich oczy poniosą.

Tanie podróżowanie
W tym roku, na początku lipca, pan Michał wyruszył w podróż na rowerze pokonując trasę Malbork – Krynica Morska – Piaski – Pomiechówek. Łącznie przejechał 430 km w 4 dni. Do Malborka dojechał pociągiem. Kolejne kilometry były pokonywane wyłącznie rowerem. Podróżował sam. Pomysł tej wyprawy narodził się, tak jak pozostałe, pod wpływem emocji, impulsu. Pan Michał często podróżuje wyłącznie z małżonką Dorotą, bo jak mówią – wstają rano, biorą mapę w rękę i po prostu jadą, a nie każdy jest otwarty na taką spontaniczność. Do wyprawy rowerem trzeba było się przygotować technicznie. Mężczyzna wcześniej kupił rower trekkingowy – przystosowany do uprawiania turystyki rowerowej. Za niewygórowaną cenę nabył go na bazarze w Nowym Dworze Maz. Zabrał ze sobą kamizelkę odblaskową, sakwy, zapasową dętkę i butlę gazową. Tym razem wyruszył w podróż sam, ponieważ w domu czekała na niego żona oczekująca na potomka. Jak mówi pani Dorota, po porodzie być może odbędą jedną spokojną podróż z zarezerwowanym noclegiem, ale później znowu będą kontynuować szalone wyjazdy bez rezerwacji. Tania wyprawa dla p. Chojnackiego i jego małżonki wiąże się z noclegami „na dziko”, bez kwatery, pod gołym niebem na karimacie i w śpiworze. To jednak jest dla nich kwintesencją wojaży, czyli obcowania z naturą.
- Owszem, zdarza nam się z małżonką nocować w hotelach czy hostelach, ale preferujemy namiot. Gdy i tego zabraknie, nic się nie stanie jak noc spędzimy pod gołym niebem. Czasem jest jeszcze lepiej – tłumaczy pomiechowianin.
Z doświadczenia też wie, że namioty nie sprawdzają się w ciepłych krajach. Najlepsze są tam altanki, które chronią od słońca.
Wojaże wymagające aktywności

Pierwszą dłuższą, ale jeszcze jednodniową wycieczkę rowerem odbył mając 17 lat. Przejechał 300 km wzdłuż wybrzeża z Kołobrzegu do Karwi. Kilkudniowej ekspedycji zasmakował właśnie w lipcu i już deklaruje, że to nie ostatni raz. Rower nie jest jednak jedynym środkiem transportu, z którego korzysta pan Michał. Nie kryje sympatii do kajaków. Odbył już kilka długich spływów. Nie ukrywa, że zdarzają się bóle mięśni, ale dzięki kajakom ma bezpośredni kontakt z naturą, na czym najbardziej mu zależy.
- W tym roku udało mi się już przepłynąć kolejną rzekę. Łącznie płynąłem 9 rzekami. Każda z nich oferuje nowe widoki, obcowanie z przyrodą. Oczywiście jedna jest trudniejsza do pokonania, inna łatwiejsza. Przykładem jest Brda, na której było wiele powalonych drzew, co stanowiło poważną przeszkodę. Z drugiej strony można było podziwiać ptactwo – opowiada pan Michał.
W podróż poślubną z namiotem

W swoją podróż poślubną wyruszyli samochodem. W ciągu 16 dni pokonali 6100 km jadąc wzdłuż wybrzeży Rumunii, Bułgarii, Grecji, Albanii, Czarnogóry, Chorwacji, Węgier i wrócili do Polski. Tak wyglądała ich podróż poślubna. Jedną z nocy spędzili na plaży na materacu, inne pod namiotem w miejscach, w których tylko dało się go rozstawić
- Myślę, że jest to najtańszy sposób podróżowania: samochód i namiot. Dzięki niemu można też najwięcej zobaczyć. Gotowałam na plaży, kąpaliśmy się w morzu, a teraz mamy cudowne wspomnienia – mówi z uśmiechem pani Dorota, żona pana Michała.
Podkreślają przede wszystkim brak jakiegokolwiek ograniczenia. - Kiedy tylko widzimy ciekawy obiekt, jadąc samochodem, to skręcamy i go zwiedzamy. Nie jesteśmy od niczego zależni. Możemy poświęcić tyle czasu, ile chcemy i zatrzymać się w tym miejscu, w którym chcemy. Wiadomo, że zdarzają się przygody, np. może popsuć się samochód, ale takie są uroki podróży podkreśla pani Dorota.
Bez mapy ani rusz

Najważniejszym „gadżetem” w czasie wypraw jest mapa. Nawigacja gps może zawieźć, w niektórych miejscach w ogóle nie działa, tak jak np. w Mołdawii – co z doświadczenia wiedzą państwo Chojnaccy. Przewodniki dostępne w większości miejscowości są też stałymi zakupami, które robi pan Michał dojeżdżając do nowego miejsca. Wtedy decyduje, gdzie tym razem uda się i co nowego pozna.
- Bez mapy nie należy się nigdzie wybierać. Bardzo ważne jest, żeby mieć też szczegółowy plan stolicy danego państwa - zaznaczają Chojnaccy, przywołując swój przykład z Rumunii.
Podczas wycieczki nie mogli wydostać się z Bukaresztu. Miasto okazało się bardzo potężne, a droga wyjazdowa niełatwa.
Fascynuje ich natura
Państwo Chojnaccy w trakcie swoich wypraw bardzo skupiają się na pięknych widokach i łonie natury. Morze, góry, pustynie – to ich fascynuje. Bardzo interesują się także połączeniem architektury z naturą, np. kościołami i miastami w skałach. Pana Michała urzekają również budynki sakralne. W Gruzji zwiedzał klasztory, pochodzące z początków chrześcijaństwa. Nie ukrywa, że zachwycił go Krym, Gruzja, jezioro Bajkał, Maroko. Pan Chojnacki wraz z małżonką fascynują się podróżami, o czym świadczyć może nawet wystrój ich domu. Ściany są pokryte licznymi fotografiami z wojaży. Świat ich zachwyca i obydwoje małżonkowie deklarują, że dalej będą go odkrywać na swój spontaniczny sposób.

Skomentuj
Komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

komentarzy